5 rzeczy, które czynią Kraków fajniejszym od Katowic

By kwietnia 16, 2017


Ostatnio pojechałam sobie do Krakowa, więc postanowiłam napisać o nim jakiś ciekawy tekst. To ogromne wyzwanie, bo pewnie sami widzieliście miliard relacji ze zwiedzania Sukiennic, masę zdjęć znad Wisły i posty polecające żydowskie kawiarnie. Ale osobiście jestem kreatywna, rzekomo sypię pomysłami jak z rękawa (tak mi ostatnio powiedzieli, piękna sprawa), więc wymyśliłam sobie, że porównam Kraków do Katowic na korzyść tego pierwszego, żeby nie wyjść na chorego, lokalnego patriotę. Pomysłowa jestem, nie ma co! W końcu porównywanie to moje ukryte hobby.

DRZEWA W CENTRUM MIASTA

Jeśli pytacie o najbardziej betonowe miasto w Polsce, bez wahania wskażę Katowice. Nawet pomimo tego, że nie zwiedziłam jeszcze całego kraju. Powszechnie wiadomo, że Górny Śląsk kojarzy się z industriami, fabrykami i hutami, ale stolica przechodzi samą siebie. W centrum Katowic jest masa wysokich, szarych budynków, szklane korporacje i jakieś 3 drzewa na krzyż. Zupełnie mi to nie przeszkadza, bo nasza architektura i piękne murale nadrabiają zieleń, ale... Podczas odwiedzania Krakowa robi się trochę żal, że to miasto jest zabytkowe i zielone, a moje takie szare i betonowe. No przyznajcie sami!

MIASTECZKO STUDENCKIE

Nie mylicie się, studiuję w mieście uniwersyteckim, które nie posiada własnego miasteczka studenckiego. Oczywiście mam na myśli ogromny teren pełen wydziałów, akademików i budek z kebabami. Takie krakowskie Miasteczko AGH na przykład, gdzie odwiedzenie kolegi z innego kierunku nie jest problemem na skalę światową, jak u nas. Za dobrą ilustrację posłużyć może Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego znajdujący się dobre 15 km od Wydziału Nauk o Ziemi. Osobiście studiuję w pobliżu prawników mając znajomego geografa, z którym chciałabym czasem pogadać na okienku. Powiem tylko, że to niemożliwe. Jak żyć panie premierze?

ŻYDZI NA ULICY

Wizyta na Kazimierzu może dostarczyć niesamowitych wrażeń. Sama pamiętam gimnazjalną wycieczkę do synagogi (google podpowiada, że to mogła być Remuh lub Tempel, chociaż kogo to na ten moment interesuje) i Żyda, który pokazywał nam jej wnętrze. W Krakowie to chyba normalne, bo po dzielnicy żydowskiej trochę ich chodzi. Tradycja zobowiązuje, nie? Szkoda tylko, że w Katowicach nie mamy takich świetnych panów w czarnych kapeluszach i długich płaszczach. Miło się ich ogląda, polecam.

TRAMWAJ Z DALA OD RYNKU

Katowice słyną z przystanku tramwajowego na samym środku rynku. Oczywiście nie ma w pobliżu godnego przejścia dla pieszych i przy najbliższej okazji można wpaść pod koła i zginąć. Kraków rozwiązuje problem znakomicie - również można pojeździć tramwajem, ale ani nie stanowi on zagrożenia dla mieszkańców, ani nie hałasuje w środku centrum miasta. Doceniam niesamowicie. Żeby nie było, bardzo chwalę sobie sprawną komunikację miejską na Śląsku, ale trasa tramwaju to niewypał jakich mało. Zlikwidujcie to, zanim ktoś skończy jak Berlioz w Mistrzu i Małgorzacie. Wtedy dopiero będzie dramat.

MOŻLIWOŚĆ UDAWANIA BURŻUJA

Na co dzień uwielbiam moje miasto knajp, zapiekanek i barów na wagę. Nie przesadzam z powyższymi słowami ani trochę, bo mamy nawet całą ulicę poświęconą długim bułkom z pieca i barom z niedrogim piwem. Oczywiście centrum Katowic obfituje też w zwyczajne restauracje, ale... centrum Krakowa jest całe w lokalach Wedla, cukierniach, drogich kawiarniach i ekskluzywnych restauracjach. Przyznam, że na większość z nich mnie nie stać i mogę jedynie ze smakiem przejrzeć menu, ale doskonale rozumiecie, że na wyjeździe czasem można pozwolić sobie na zjedzenie czegoś wartości nowego ubrania. A do Krakowa jeżdżę właśnie w celach rekreacyjnych, a nie studencko-oszczędnych. Dlatego podoba mi się ten ekskluzywny asortyment gastronomiczny, bo jedząc gałkę lodów za 5 zł czuję się jak wielka pani w wielkim mieście. Raz na ruski rok to całkiem przyjemne, ale praktykując codziennie chyba bym zgłupiała.

Mam wrażenie, że wszystkie najważniejsze różnice wskazałam. Na dniach (nie znoszę tego sformułowania, chyba odziedziczam maniery ludzi ze studiów, którzy tak mówią) strzelę też takie porównanie na korzyść Katowic, bo pisanie powyższego zrzuciło mi na twarz bardzo dużo plusów mojego miasta. Ale jeśli wy wiecie, w czym jeszcze Kraków jest lepszy od Katowic - komentarze się dodaje w tym okienku na dole.

Przeczytaj również

0 komentarze